Dziś znów pozwolę sobie zamieścić nie swoje opowiadanie... Podesłano mi je jakiś czas temu, ale na tyle utkwiło mi w pamięci, że musiałem uprosić autorkę o pozwolenie... :>
Ja lubię w tym opowiadaniu pewną dzikość i spolegliwość równocześnie... no i ten fragment o tym jak go kusi językiem ciała :)
Ja lubię w tym opowiadaniu pewną dzikość i spolegliwość równocześnie... no i ten fragment o tym jak go kusi językiem ciała :)
- To nie może się udać, to... po prostu nie może i nie ma co doszukiwać się większego sensu - stwierdziła w myślach, przytaknęła sama sobie i unosząc lampkę białego wina zatopiła się w widoku Pałacu Kultury...
Był piękny majowy wieczór, powietrze rześkie, takie soczyste, pachnące czymś nowym - bo przecież rano padał deszcz, to przecież rano przytrafiło jej się coś dziwnego, pięknego...Opadła w fotelu i kładąc nogi na pufie napawała się widokiem i starała się przytomnie spojrzeć na cala sytuację...
