c.d. cyklu "wakacje".
{ten sam dzień, popołudniu, słyszę jak bierzesz prysznic, niedawno zaczęłaś}
Nie było trudno delikatnie nacisnąć na klamkę, ani tym bardziej uchylić drzwi i wśliznąć się do środka na tyle, żeby muśnięcie przeciągu z otwartych drzwi nie zdradziło mojej obecności. Pomagało mi to, że stałaś plecami do mnie.
Uwielbiałem patrzeć na Ciebie gdy nie wiedziałaś, że patrzę. Świetlicki napisał kiedyś "...masz inną twarz, niż w chwilach kiedy wiesz, że patrzę...". Coś w tym jest... Nie żebym nie lubił twojego uśmiechu, ale ten wyraz skupienia i swobody związanej z tym , że nikt cię nie widzi był jednym z moich ulubionych.
Oparty o wilgotną i chłodną ścianę zatracałem się w widoku jak skrupulatnie, a jednocześnie "mechanicznie" pielęgnujesz swoje ciało. W ruchu tak dla mnie obcym, bo pozbawionym erotyzmu dotykałaś miejsca, które dla mnie były "ziemią obiecaną". Nie dziwiło mnie, że w wyobraźni zastępowałem Twoje ręce swoimi i błądziłem po Twoim pokrytym pianą ciele.
Erekcja pojawiła się już jakiś czas temu, ale dopiero teraz zaczęła tak bardzo mi przeszkadzać, że oderwała moje myśli od fantazji.