Pierwszym wieczornym spostrzeżeniem było to, że tutaj nie potrzeba zegarków. Przy odrobinie wprawy można by określać czas z dokładnością do godziny na podstawie samych zapachów unoszących się w powietrzu. Teraz było w pół do lawendy i ziół, w sam raz by poprawić krawat i nałożyć marynarkę.
Wychodząc wprost z hotelu na niewielki plac od razu czuło się duszne ciepło wieczoru. Odruchowo poluzowałem krawat wychodząc poza obrys kawiarni. Plac skąpany było wątłym światłem świec ze stolików kawiarenek i nielicznych latarni, słychać było gwar rozmów i muzykę. Stojąc z rękami w kieszeniach w półmroku rozłożystego drzewa, znajdującego się w centralnej części placu, starałem się złowić znajomy kształt sylwetki kobiety dla której tu przyszedłem.
.jpg)








